Kilka słów o Śmierci

9 komentarzy

  1. od Mery - o Śmierci...... pisze:

    „A śmierć przyjdzie – na pewno. Zaskoczy Cię jak przelot komety. Możesz wtedy zbierać róże w ogrodzie, albo bawić się z psem, albo rozczesywać włosy lub pić mleko z zielonego kubka. I możesz też prosić Boga, żeby Cie od niej uchronił – nie posłucha. I będziesz na niego bardzo zły? Pewnie tak – bo zabierze ci, to, co masz najcenniejsze – gorącą czerwień krwi i jasne spojrzenie za dnia. Boimy się tego rozstania z naszymi ulubionymi miejscami – jak ognia. I to każdy : i wielki dyrektor spraw zagranicznych, i bezdomny szperający w śmieciach, i jeszcze paru takich, co myślą, że wszystko mogą. To Bóg decyduje, kiedy zamknie nam oczy. A jeżeli nie on, to kto? Kto? Czy nie powinno nam być wszystko jedno? Nie jest – bo czy nie lepiej jest zasnąć na skrzydle swojego Anioła Stróża, niż w otchłani wiecznej czerni? Wszyscy trzymamy się kurczowo „pazurami” tego naszego skrawka, własnego adresu – że to aż wstyd!! Bo które z nas chce godzić się z zapomnieniem? Zapewniam Cię, że kilka lat po Twoim przejściu na tę drugą stronę – tak naprawdę szczerze „zapłacze” po Tobie tylko twój pies, dla którego zostawiłeś tutaj miskę z jedzeniem. Po nas tutaj – będą „pchać się” już następni, aby posiedzieć sobie wygodnie w fotelu, lub wykąpać się latem w morzu, lub zrobić drugiemu psikusa. Ale lepiej rozstać się z tym całym ziemskim cyrkiem – w zgodzie. Tak lepiej będzie i dla nas, i dla tych – co pozostaną. Sprawdź więc, czy jeszcze Twoje serce dziś bije. Jeżeli tak – podziękuj. Komu? Musi byc komu – na pewno. Odetchnij jeszcze z kilka razy, pobaw się z dziećmi w chowanego, zjedz malinowe lody… Nie myśl o tym, co może być jutro. Za rok czy tydzień – na pewno tylko może być świt i zachód, i jeszcze parę spraw do załatwienia. I tu też nie mamy wiele do powiedzenia. Całej reszty nie możemy być pewni zupełnie. Tylko nadzieja gdzieś głeboko wryta, że rano obudzi nas własny oddech i łopot wyspanego serca…Jakże będziemy wtedy szczęśliwi! Jakże…” – ( Mery – która także ma nadzieję….) – czy może być takie malutkie rozważanie o tak wielkim bólu, jakim pewnie jest Śmierć??

  2. Monika pisze:

    Mery, nie dramatyzuj :) – nie wszyscy kurczowo trzymają się życia…
    „Śmierć wcale nas nie dotyczy. Bo gdy my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma”.
    Jest tylko ból po bliskich, którzy odeszli, często nieukojony , a wtedy często śmierć jest wybawieniem.

  3. od Mery : o Śmierci na bis...(odp. dla Moniki) pisze:

    Moniko, nic nie poradzę – ja odczuwam lęk przed chwilą odejścia. Nie uwierzę, że ludzie się jej nie boją. Ja boję się nicości po niej – jeżeli ona jest. Jestem osobą wierzącą, ale gdzieś na samym dnie duszy, mam malutką wątpliwość, czy naprawdę znajdę się – powiedzmy – w jakimś raju. Śmierć przynosi rozkład ciała (jakoś trudno mi byłoby na to „patrzeć” z boku). A czy w chwili odejścia człowiek sam nie cierpi? – przecież zatrzymują się wszystkie życiowe czynności; np serce przestaje bić. Czy to nie jest szokiem i bólem? Nie wiemy. Tak naprawdę, chciałabym być skremowana, ale to nie jest zgodne z katolicką wiarą. Jeżeli ona (śmierć) przyjdzie, nie będę mogła juz robić rzeczy, które tak lubię robić np napić się bardzo mocnej herbaty, którą się delektuję kilka razy za dnia, nie będę mogła cieszyć się naturą czy poserwować w Internecie, itd. Może to zabrzmi śmiesznie…Czy mogę mieć takie watpliwości? – chyba mogę, bo tez jestem człowiekiem, który ma emocje i czuje. Sądzę też, że warto odejść pogodzoną ze światem, z ludźmi, pozałatwiać wszystkie sporne sprawy. Ponoć – tak czytałam – jeżeli tego sie nie zrobi, nasza dusza jest w jakiś sposób związana jeszcze z Ziemią, i nie jest w stanie odejść tam, gdzie jest jej miejsce po śmierci. Cierpi i błąka się bez celu. Czytałam też, że – paradoksalnie – płacz bliskich i rozpacz po stracie kogoś „trzyma” tę duszę tu – na Ziemi, i też nie może odejść. Ale nie ja to powiedziałam, czytałam tylko w b. poważnej książce znanego amerykańskiego pisarza.Może ktoś pomyśli, że to moje urojenia, ale kilka dni po śmierci „odwiedził ” mnie ojciec. Czułam jego obecność, słyszalam przewracanie papierów na stoliku i stuknięcie drzwiami, i jeszcze jakby ktoś napierał na mnie z tyłu – nie mogłam się wcale obrócić.. Wiedziałam, że to on, na pewno. Wiem, to b. ryzykowne wyznawać takie rzeczy, ale to przeżyłam. Czy opowieści o spotkaniu żywych z duchami – to wymysły? Chyba nie – bo ich jest zbyt wiele.Ojciec odszedł chory na raka. Nie załatwił ze mną różnych zyciowych spraw. Czekałam też na jego przeprosiny w pewnej sprawie, ale nigdy tego nie zrobił. No cóż, to co piszę jest pewnie kontrowersyjne, jednak – sądzę – że mam prawo – jak wszyscy – wypowiedzieć się na tym blogu, w miejscu, który dotyczy własnie śmierci.Nie chcę mówić ustami innych ludzi, ale ja mam w sercu lęk przed nią i nikt, i nic tego nie zmieni.A gdybym była śmiertelnie chora? – teraz jestem w zaułku, bo nie wiem, czy chciałabym żyć cierpiąc – może strasznie…Mam jednak nadzieję, że nigdy to się nie stanie.Ale nie ja o tym decyduję…M.

    • Iwona pisze:

      też się boję śmierci, ale jeszcze bardziej się boję tego kto mnie pochowa, jestem sama. Mam cichą nadzieję, że to się zmieni.

  4. Mery - odp. dla Iwonki pisze:

    Iwonko, ja też boję się tego samego. Mam rodzinę, ale mieszkającą poza Łodzią. Tak naprawdęę, to mogę liczyć na moją 84 – letnią mamę i na bratanicę, która jednak ma swoje sprawy, będzie studiować w mieście dalekim od Łodzi.Odczuwam lęk przed taką sytuacją. Najgorszy w życiu chyba jest brak poczucia bezpieczeństwa i może ciężka nieuleczalna choroba. Całe szczęście, że ta mnie nie dotyczy, i żeby nie dotyczyła….
    Pozdr. Mery

  5. Mery - odp. dla P. Ryszarda pisze:

    Drogi Panie Ryszardzie. Dziękuję, że trochę „potrząsnął” Pan mną tą wypowiedzią na You Tube. Chyba to mi się częściej należy. Takie wieczne użalanie? – kogo to interesuje? Chyba robię trochę z siebie ofiarę. Różnie ludzie reagują na takie osoby. A mnie nie zależy na litości, czy tym podobne. Poczekam do jutra. Odezwę się, ale może juz nie na temat śmierci..Dobrze, że ma Pan tak subtelny i delikatny głos. Może gdyby był inny – nie słuchałoby się tego z taką przyjemnością.Taka wrażliwość chyba lepiej trafia do drugiej, takiej samej.
    Dzięki – Mery

  6. Julia pisze:

    Kilka słów o śmierci. Ładny tytuł. Chodzimy po drogach życia, śpieszymy się gdzieś ciągle i nagle tym co nas może w tej drodze zatrzymać jest właśnie śmierć. Nagle zdamy sobie sprawę z tego, że nie warto pozostawać w bezsensownej kłótni albo zagniewaniu do jutra, bo jutra może nie być. A wtedy każda kłótnia i zagniewanie wyda się bezsensowne.
    Każda nieodbyta rozmowa, niedokończone sprawy pozostawią wspomnienie.
    I wreszcie wspólne plany rozwieją się w jednej chwili.
    Wrócisz? tak wrócę.
    Nawet nie wiadomo jak kolejne dni dodały sił. Nie jest łatwo ale wie, że nadal ma dla kogo żyć.
    Pomimo wielkiej miłości i troski o siebie nawzajem nie udało się. Wypłakała cały żal i samotność; bo dlaczego on mi to zrobił..? A on, pewnie też odszedł dużo szybciej, bo bardzo martwił się o nią i jak najszybciej chciał wrócić. Do niej i tego malutkiego ich synka.
    Czasem dziwnie się to wszystko przeplata, śmierć i narodziny, śluby i pogrzeby. Takie puzzle całego życia, które wspominamy sobie potem.
    Choć dużo sił potrzeba, aby móc się z tym pogodzić.
    Śmierć moim zdaniem wiąże się w jakiś dziwny sposób z wybaczaniem.
    Bardzo to ładne
    ‘Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą’
    choć chyba czasem chciałoby się powiedzieć po prostu, że „zawsze iść rozkaz który mam we krwi
    Łatwiej się i odchodzi i rozstaje, gdy mamy pozałatwiane nasze ziemskie sprawy. Chyba jakoś tak. Nie wspominajmy się źle nie tylko po śmierci ale i za życia.
    pozdrawiam, Julia.

  7. Adam pisze:

    Witam
    Tym razem pytanie.
    Na początku dość osobiste pytanie.
    Był kiedyś ktoś, kto był bardzo bliską mi osobą od dziecka. Był to ktoś, to był niesamowity- jego charakterystyka ur. 07.08.1985 godz. 9.40, Opole. Niesamowicie inteligentny- umysł matematyczny- już w przedszkolu zaczął wcześnie pisać i czytać. Następnie odnosił sukcesy w podstawówce aby w szkole średniej zostać prymusem opolszczyzny. Był bardzo wrażliwy i zamknięty w sobie. Nie mówił za dużo, ale jak już powiedział to było mądre. Opowiadać by tu dużo, kiedyś Panu opiszę (może bardziej prywatnie-z pewnych względów). Skracając, na etapie zaczynania studiów nie dawał sobie z tym wszystkim rady, ta wrażliwość, zmiana uczelni, zmiana ‘close friends’, tłumienie w sobie rzeczy- potem długa choroba i śmierć ojca- chora też mama. Wrażliwość implikowała chorobę, potem było ciężej, łącznie z lekami itd. I mimo iż miał serce lwa, nie był w stanie walczyć dalej z czymś co go przygniotło- chociaż zawsze miał odwagę bycia pierwszym w nauce, w niepoddawaniu się. A może właśnie jako Lew, znalazł w sobie odwagę- by sam przerwać cierpienie- na pierwszym roku studiów?
    Zwracam się z zapytaniem do Pana, czy to widać w kosmogramie (czy to przede wszystkim ten Mars)?, że ktoś kto jest zawsze grzeczny, cichy, bojący się ryzyka, ognia, wody- w jeden raz decyduje się przeciąć wszystko i odejść na spotkanie z Bogiem podziemi. Skąd taka siła? Oczywiście nie chce tu wnikać takie rzeczy jak królewska choroba i jej powód.
    Drugie pytanie dotyczy VIII domu. Ósmemu domowi zazwyczaj jest przypisywana śmierć i zmartwychwstanie, strach. Czy dom ósmy jest taki trudny. Jak według Szanownego Pana to wygląda z punktu widzenia istnienia w nim Księżyca lub Słońca? Na artykuł natknąłem się w numerze (7)/2012 kwartalnika „Astrologia Profesjonalna”.
    Dziękuje bardzo, za przeczytanie komentarza
    Adam

  8. Eliza pisze:

    Duchowość, to jest takie piękne

Dodaj komentarz